Bez opamiętania burzyli zabytki i perły architektury. Jak Niemcy zniszczyli Warszawę

“Byli zdeterminowani, by zetrzeć Warszawę z powierzchni ziemi. Wiedzieli już, że nie wygrają wojny, ale chcieli zrealizować swoje cele. Zniszczenie Warszawy to była największa operacja wojenna, jaką SS przeprowadziło podczas II wojny światowej”. Fragment książki Marcina Ludwickiego “Płonące pustkowie. Warszawa od upadku Powstania do stycznia 1945. Relacje świadków“. 


Gubernator Dystryktu Warszawa Ludwik Fischer zapisał 11 października 1944 r.:

„Warszawę należy spacyfikować, to znaczy w ciągu wojny zrównać z ziemią, o ile konieczności wojskowe, związane z umocnieniami, nie stoją temu na przeszkodzie. Przed zburzeniem należy usunąć wszystkie surowce, tekstylia i meble. Główne zadanie spoczywa na administracji cywilnej. Powyższe podaję do wiadomości, ponieważ ten nowy rozkaz Führera o zburzeniu Warszawy ma olbrzymie znacznie dla dalszej nowej polityki w sprawie Polski”.

Dzień później, 12 października, dowódca SS i policji w dystrykcie warszawskim Paul Otto Geibel został wezwany na spotkanie do kwatery polowej Himmlera w Prusach Wschodnich. Wzięli w niej udział także szef sztabu Himmlera, generał Waffen SS Ernst Rode oraz szef pomocy technicznej policji Willy Schmelcher. W sumie cztery osoby.

Plan zniszczenia miasta

W czasie przesłuchania na jesieni 1948 roku Geibel zeznał:

„O ile pamiętam, Himmler odezwał się do mnie w sposób następujący: «Nigdy jeszcze Führer nie mówił ze mną cztery razy w jednej i tej samej sprawie; on sobie życzy, ażeby Warszawa była zupełnie zburzona (te słowa Himmlera rozumiałem w tym sensie, że nigdy jeszcze żadna sprawa nie wydawała się Führerowi tak ważna, jak pożąda ne przez niego zburzenie Warszawy, o którym rozmawiał z Himmlerem już po raz czwarty). Pan, panie Geibel, nie potrzebuje oponować, że to już się stało. To miasto ma całkowicie zniknąć z powierzchni ziemi i służyć jako punkt przeładunkowy dla transportu Wehrmachtu. Kamień na kamieniu nie powinien pozostać. Wszystkie budynki należy zburzyć aż do fundamentów. Pomieszczenia dla wojska zostaną urządzone w piwnicach – hotele już nie istnieją.


zniszczenie Warszawy


Pozostaną tylko urządzenia techniczne i budynki kolei żelaznych. Pan, panie Schmelcher, skieruje w tym celu do Warszawy potrzebne jednostki pionierów i sam postara się na miejscu o przygotowanie środków wybuchowych i o rozpoczęcie tej akcji. Porozmawiam z marynarką, która będzie w stanie dostarczyć odpowiednie ilości (wtedy była mowa o powietrzu płynnym jako środku wybuchowym). Ponadto ma Pan przedłożyć mi plan rozbudowania Warszawy jako fortecy. Zanim jednak rozpocznie się burzenie, miasto musi być ewakuowane, a mianowicie: przede wszystkim materiały ważne dla celów wojennych; wojsko orzeknie, co jest ważne dla celów wojennych. Mnie są potrzebne z Warszawy wszystkie tekstylia dla wykonania mundurów. Nawet najbrudniejsze szmaty, które leżą w rynsztoku, są dla mnie ważne. Powierzam Panu, Panie Geibel, ewakuację i zburzenie miasta. Pan jest odpowiedzialny przede mną przede wszystkim za to, ażeby ewakuować szybko i nie ewakuować głupstw. Cała ewakuacja jest kwestią transportu, którą musi Pan rozwiązać. W tym celu niech Pan nawiąże kontakt z wojskiem»”.

Palenie miasta

Alexandra Richie, autorka książki Warszawa 1944: tragiczne powstanie mówiła w jednym z wywiadów: „Co najważniejsze i jednocześnie najdziwniejsze, nie było żadnego militarnego powodu, który uzasadniałby tę decyzję Hitlera. Zostawił w Warszawie sprzęt wojskowy i ludzi, których tak naprawdę potrzebował na froncie, by zrównać z ziemią to miasto. W Polsce najczęściej dyskutuje się o tym, czy dobrze się stało, że Powstanie Warszawskie wybuchło, czy to był błąd, czy nie. Mało jednak ludzi zadaje sobie pytanie, co kierowało Hitlerem i Himmlerem. Powodem była ich przeogromna nienawiść do Warszawy i jej mieszkańców. Byli zdeterminowani, by zetrzeć Warszawę z powierzchni ziemi. Wiedzieli już, że nie wygrają wojny, ale chcieli zrealizować swoje cele. Zniszczenie Warszawy to była największa operacja wojenna, jaką SS przeprowadziło podczas II wojny światowej. (…) Działanie Hitlera i Himmlera było niemal pozarozumowe, ideologiczne, była w nim głęboko zakorzeniona rasowa nienawiść do miasta i jego mieszkańców”.

Osiemnastoletni Erich znalazł się w Warszawie 4 października 1944 roku. Służył w Brandkommando. Codziennie przez osiem godzin chodzili z miotaczami płomieni po ulicach i palili ruiny. „Dziwił się, że mieli palić to, co już było spalone. Do tego benzyna była do niczego i kamienice nie chciały zajmować się ogniem. Po pracy wracali na Mokotów, gdzie mieszkali w kilkuosobowych pokojach. Czuli się bezpieczni, bo bramy wjazdowej do niemieckiej części miasta pilnowało 50 niemieckich żołnierzy. Ale codziennie pili spirytus. Jeden z kolegów nie mógł znieść tej roboty. Oblał się tym spirytusem i podpalił. 

W ruinach mieszkało dużo ludzi, a nie tylko Szpilman. Kilkuset na pewno – przekonuje. – Wychodzili w nocy. Widziałem ich, bo zapuściliśmy się kilka razy w ruiny. Z ciekawości. Patrzyliśmy, jak wyciągają z piwnic spieczone kartofle. Nie było rozkazów, by do nich strzelać – opowiada Erich. Najpierw czułem, że to fajna zabawa takie palenie miasta, ale po kilku dniach przestało mi się podobać (…). Zaczynało brakować jedzenia. Nie było nawet zupy, tylko chleb ze smalcem i gorąca herbata. Konserw nikt nie jadł, bo były przeterminowane i baliśmy się zatrucia”.

Irracjonalna decyzja

Generał Eberhardt Kinzel pisał w depeszy do Heinricha Himmlera:

„Jako dowódca XXXXVI Korpusu Pancernego melduję: brakuje materiałów wybuchowych dla odsłonięcia pola ostrzału w celu obrony, zgodnie z rozkazem Führera, przyspieszonych prac przy rozbudowie Twierdzy Warszawa. SS-Brigadeführer Geibel chwilowo wysadza wprawdzie politycznie szczególnie ważne, taktycznie zupełnie nieważne obiekty. W interesie prowadzenia walk upraszam o przekazanie mi do dyspozycji przede wszystkim Geibla i materiałów wybuchowych. Po przeprowadzeniu wysadzeń decydujących dla walk o twierdzę Korpus będzie wspomagał zadanie Geibla saperami”.

Potwierdzeniem treści depeszy są zeznania gen. Hellmutha Eisenstucka, od 1 października komendanta Warszawy, złożone podczas rozprawy przed Najwyższym Trybunałem Narodowym w 1947 roku. Eisenstuck twierdził, że podczas jakiejś konferencji „dowódca saperów armii pułkownik Sciota skarżył się na to, że nie miał żadnych środków wybuchowych, ponieważ całą amunicję trzeba zużyć na inne cele, tak że armia nie miała amunicji dla innych celów, jak wysadzanie rowów pancernych i schronów. (…). Zapotrzebowana amunicja do wysadzania dla celów wojskowych nadchodziła w minimalnych rozmiarach, bądź nie otrzymywano jej wcale, a (…) ta amunicja ma być używana na inne cele, a mianowicie dla zniszczeń”.


CZYTAJ TAKŻE:


Dowódca Grupy Armii „Środek”, gen. Georg-Hans Reinhardt, meldował 9 października, że von dem Bach poinformował go, iż „Reichsführer SS” przekazał polecenie „Führera przeprowadzenia totalnego zniszczenia Warszawy. W akcji tej wszystkie postulaty wojskowe będą uwzględnione. Do wykonania zniszczeń będą użyte techniczne siły pomocnicze Rzeszy”128. Rozkaz zniszczenia Warszawy i budowania twierdzy na jej gruzach był o tyle nieracjonalny, że z punktu widzenia wojskowego organizacja obrony wymagała zachowania zabudowań miejskich, lub przynajmniej większej ich części, jako doskonałych punktów oporu w wypadku toczenia walk ulicznych.

Burzenie zabytków

Burzenie zabytków Warszawy obserwowali czasami z bliska uczestnicy akcji pruszkowskiej: „Innego dnia byliśmy naocznymi świadkami (zatrzymano naszą ciężarówkę na rogu ulic Wierzbowej i Niecałej) wysadzenia w powietrze pałacu Bruhlowskiego, który stał jeszcze niespalony. Zastosowano tu tę samą technikę burzenia, co przy burzeniu Zamku w Warszawie. Wzdłuż murów kapitalnych wykuto co parę metrów nieco nad ziemią głębokie otwory, wypełniono je materiałem wybuchowym i połączono wszystkie przy pomocy przewodnika. Nastąpiła głucha detonacja, w oczach naszych cały gmach jak gdyby podskoczył nieco w górę i znikł w obłokach pyłu wapiennego. Gdy tuman pyłu osiadł, oczom naszym ukazała się olbrzymia piramida pogruchotanych cegieł i całych brył muru na miejscu dawnego MSZ przy ul. Wierzbowej. Całe to makabryczne widowisko przed naszymi oczyma rozegrało się w odległości kilkudziesięciu metrów od naszej ciężarówki”.

Zniszczenie pałacu Brühla, rokokowej perły architektury warszawskiej, wywierało wstrząsające wrażenie. Wacław Borowy zapisał w dzienniku: „18 XII. Ok. 3-ej przejeżdżamy przez plac Saski i tu się ukazuje nam straszliwy widok: gruzy pałacu Bruhlowskiego, który stał jeszcze, kiedyśmy jechali tamtędy przed 9-tą rano. Cały główny blok pałacu osiadł jakby na ziemi, ostało się tylko (może wskutek jakiegoś błędu czy niedopatrzenia saperów?) skrzydło od ul. Wierzbowej i część przybudówki «bekowskiej» od Ogrodu Saskiego. Taki sam los pewno czeka wszystkie inne gmachy, co dotąd jeszcze ocalały!”.

Zburzenie dworca

Koszmarny rozmach akcji niszczenia obejmował oczywiście nie tylko budynki zabytkowe. W końcówce listopada wysadzony został monumentalny gmach Dworca Głównego, jednego z najnowocześniejszych i największych dworców kolejowych przedwojennej Europy.

„29 XI. (…) Dziś zresztą mamy dzień przymusowego wypoczynku, bo Niemcy mają koło 11-ej wysadzać jakiś budynek warszawski w powietrze, a później nie warto już jechać. 30 XI. Przejeżdżaliśmy dziś przez Towarową i Al. Jerozolimskie. Rozumiemy teraz, dlaczego nas wczoraj do Warszawy nie wpuszczono. Wysadzona została w powietrze poczta na Żelaznej i Dworzec Główny.

Z Dworca zostało kłębowisko żelastwa i gruzu, nad którym się wznosi coś w rodzaju olbrzymiej gilotyny (to ściana frontowa) i olbrzymiej szubienicy (to resztka ściany tylnej), a opodal jakby popsute wielkie pudełko: tak można by sobie wyobrazić zniszczone zabawki złego Gargantui. Na wymiary jest to gigantyczne, ale na wrażenie – małe i nędzne. Podobne wrażenie robiłby obraz, gdyby z niego zeskrobano farbę, a płótno pocięto na drobne kawałki”.

[Głosów:3    Średnia:5/5]
Komentarze

REDAKCJA

Co Za Historia - nowoczesny portal historyczny. Udowadniamy, że przeszłość jest ciekawa!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.