Ben Kuroki – “Japończyk”, który bombardował Japonię

Ben Kuroki wiernie służył ojczyźnie, tocząc dwie najważniejsze wojny w swoim  życiu. Pierwszą na odległych wyspach Pacyfiku, a drugą, prywatną – z krzywdzącymi uprzedzeniami własnych rodaków. Został bohaterem USA w czasach, gdy wielu mu podobnych było zamykanych przez Amerykanów w specjalnych obozach.


Gdy na początku grudnia 1941 r. Cesarstwo napadło na bazę morską w Pearl Harbor, amerykańcy obywatele japońskiego pochodzenia znaleźli się w bardzo trudnym położeniu. Politycy i wojksowi podchodzili do ich patriotycznych deklaracji z ogromną podejrzliwością, obawiając się, że mogą być oni zakamuflowaną piątą kolumną. Kulminacją tych uprzedzeń był zatwierdzony w lutym 1942 r. dokument, który jest dziś uznawany za jedną z najmroczniejszych kart w historii Stanów Zjednoczonych. Zgodnie z podpisanym przez prezydenta Franklina D. Roosevelta dekretem nr 9066, dowódcy wojskowi otrzymali prawo do przymusowego wysiedlania Amerykanów japońskiego pochodzenia oraz osadzania ich w specjalnych obozach.

Armia z miejsca przystąpiła do realizacji dyskryminacyjnej polityki rządu. Tysiące ludzi było zamykanych bez prawomocnego wyroku na obszarach otoczonych zewsząd drutem kolczastym tylko dlatego, że nie urodzili się “czystej krwi” Amerykanami. Wielu z nich próbowało z różnym skutkiem uniknąć przymusowego internowania. Aby dowieść swojej lojalności wobec USA, wywieszali m.in. na fasadach domów oraz prowadzonych przez siebie sklepów afisze z napisem “I’m an American” – “Jestem Amerykaninem”.

Na tym tle historia Bena Kurokiego – syna japońskich imigrantów – robi niezwykłe wyrażenie. Pomimo początkowych obiekcji rekruterów, udało mu się dołączyć do załogi bombowca.  Był jedynym Amerykaninem pochodzenia japońskiego, który wziął udział w nalotach na Japonię. Łącznie uczestniczył w 58 misjach bojowym przeciwko siłom Osi. 

Przełamać stereotypy

Ben Kuroki urodził się w Gothenburgu w stanie Nebraska. Pochodził z wielodzietnej rodziny – miał aż dziewięcioro rodzeństwa. W momencie przystąpienia Stanów Zjednoczonych do wojny skończył 24 lata. Po namowach ojca próbował wraz z bratem Fredem zaciągnąć się do wojska. Ich podania w punkcie werbunkowym amerykańskiej armii na Grand Island zostały jednak  natychmiastowo odrzucone. Niezrażeni tym niepowodzeniem mężczyźni ponowili próbę w oddalonym o 240 km North Platte. Ku zaskoczeniu braci tam nikt nie robił im już problemów z powodu ich pochodzenia.

Gdy kilka lat później Ben był już znanym w całym kraju bohaterem wojennym, pojawiło się kilka pogłosek, mających tłumaczyć tę rzadką wówczas wyrozumiałość ze strony amerykańskich rekruterów. Jedna z tych plotek posiadała nawet polski akcent. Pracownicy punktu werbunkowego mieli podobno uznać, że Kuroki to słowiańskie nazwisko, a rodzice ochotników pochodzą z nadwiślańskiego kraju. Sam Ben twierdził natomiast, że on i jego brat usłyszeli od żołnierza, który przyjmował ich zgłoszenia, iż narodowość nie ma dla niego żadnego znaczenia, ponieważ za każdego rekruta otrzymuje premię w wysokości 2 dolarów.

Oprócz Freda i Bena do amerykańskiej armii zaciągnęli się również dwaj inni bracia Kuroki – Bill i Henry. Ben zrobił jednak coś, co w owym czasie udawało się bardzo nielicznym osobom z jego pochodzeniem. Rozpoczął mianowicie służbę w Siłach Powietrznych Stanów Zjednoczonych. Z początku przełożeni powiedzieli mu, że może liczyć tylko na stanowisko urzędnika w amerykańskiej bazie lotniczej na terenie Wielkiej Brytanii (istniał odgórny zakaz przyjmowania do lotnictwa obywateli posiadających japońskich przodków). Jednak Kuroki nie zamierzał się poddawać i regularnie wysyłał podania z prośbami o przydzielenie go do załogi bombowa.

Wzorowy żołnierz

Determinacja i pracowitość Kurokiego w końcu się opłaciły. Rosnące zapotrzebowanie amerykańskiej armii na nowych strzelców pokładowych sprawiło, że dowódcy zaczęli spoglądać na niego łaskawszym okiem. Kuroki został wysłany na dwutygodniowe szkolenie. Po jego zakończeniu przydzielono mu funkcję tylnego strzelca pokładowego ciężkiego samolotu bombowego Consolidated B-24 Liberator.

Kuroki zamierzał dowieść za wszelką cenę, że zasługuje na zaufanie, którym go obdarzono. Jak powie wiele lat po wojnie: “Musiałem walczyć jak diabli, by pozwolono mi bronić własnego kraju”. W istocie, Kuroki wykazał się na polu walki ogromnym duchem walki – wziął udział w 30 misjach bojowych nad Europą i Afryką Północną, mimo że armia wymagała od rekrutów udziału tylko w 25. 1 sierpnia 1943 r. uczestniczył w ryzykownej operacji “Tidal Wave”, w ramach której 177 amerykańskich bombowców miało przeprowadzić naloty na kontrolowane przez Niemców rafinerie ropy naftowej koło rumuńskiego Ploeszti.

Akcja ta kosztowała życie 440 amerykańskich żołnierzy, w tym 310 pilotów z grupy Kurokiego. Po zakończeniu nalotów nad Rumunią samolot Bena musiał lądować awaryjnie w Maroku z powodu braku paliwa. Cała załoga została zatrzymana przez władze Hiszpanii, które zwolniły ją z aresztu dopiero po trzech miesiącach (inna wersja mówi, że piloci podjęli się udanej próby ucieczki). Ben i jego koledzy dotarli do Wielkiej Brytanii, skąd powrócili po krótkim czasie do USA.

“Moje serce jest amerykańskie”

Za udział w dotychczasowych misjach Kuroki otrzymał dwukrotnie Zaszczytny Krzyż Lotniczy – wysokie odznaczenie przyznawane za “heroizm lub niezwykłe osiągnięcie w locie”. Następnie został wysłany na urlop. Wówczas odwiedził na prośbę swoich przełożonych obozy dla internowanych. Jego zadaniem było przekonać silnych i zdrowych mężczyzn, aby wstąpili do amerykańskich sił zbrojnych.

W lutym 1944 r. wygłosił wzniosłą przemowę w prestiżowym Klubie Wspólnoty Brytyjskiej w San Francisco, która spotkała się z długą owacją publiczności:

“Kiedy przez 15 miesięcy żyjesz z innymi mężczyznami w warunkach ciągłej walki, zaczynasz rozumieć czym jest braterstwo i co naprawdę oznaczają równość i tolerancja”. 

Słowa te doskonale odzwierciedlały atmosferę, która panowała w jego zespole. Wśród kolegów Kuroki cieszył się ogromnym poważaniem, zyskując od nich przydomek “Najbardziej Szacowny Syn”. Nie wszystkim podobała się jednak jego obecność w koszarach. W ostatnich miesiącach wojny Kuroki został poważnie zraniony w głowę przez pijanego żołnierza i tylko szybka interwencja innych lotników pozwoliła wówczas uniknąć tragedii.


Czytaj także:


Po zakończeniu urlopu ambitny pilot zgłosił chęć udziału w walkach na Pacyfiku. Znów odmówiono mu ze względu na japońskie pochodzenie. Dopiero interwencja samego sekretarza wojny Henry’ ego Stimsona pozwoliła mu dołączyć do załogi ciężkiego bombowca B-29 Superfortress (nazwanego potem na cześć Kurokiego “Smutnym Sakim”),  stacjonującej w bazie na wyspie Tinian. To właśnie stąd Amerykanie dokonywali ataków lotniczych na Japonię. Na wieść o pozytywnym rozpatrzeniu jego wniosku Kuroki powiedział: “Mam twarz Japończyka, ale moje serce jest amerykańskie”.

Jako członek Superfortecy wziął łącznie udział w 28 misjach bojowych przeciwko Japonii, za co otrzymał trzeci Zaszczytny Krzyż Lotniczy oraz Medal Lotniczy z pękami liści dębowych. Pomimo swojego pochodzenia został doceniony zarówno przez zwierzchników. Magazyn “Time” poświęcił mu nawet artykuł zatytułowany “BOHATEROWIE: Ben Kuroki, Amerykanin”. Służbę zakończył w stopniu sierżanta technicznego. Po wojnie został redaktorem gazety “Ventura County Star”. Zmarł 1 września 2015 r. w wieku 98 lat.

[Głosów:29    Średnia:3.3/5]
Komentarze

ADAM GAAFAR

Redaktor naczelny portalu Co Za Historia. Interesuje się dziejami propagandy politycznej oraz historią II wojny światowej. Publikował m.in. w Focusie Historia, Wirtualnej Polsce i tygodniku Wprost.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.